×

Wyszukaj w serwisie

loader
2.6 °C

O jeźdźcu bez głowy

W XIV wieku na górze Szczerba w Sudetach stał potężny zamek, a panem jego był z dziada pradziada możny rycerz Glaubicz. Miał on niezwykle urodziwą córkę, którą chciał wydać za mąż za syna któregoś z sąsiadów, aby połączone włości tym większą przedstawiały wartość.
 
Najmożniejszym z jego sąsiadów był rycerz Tyczko Panwicz i jego właśnie syna najchętniej wziąłby za zięcia Glaubicz licząc, że w ten sposób powstanie jedna z największych fortun rycerskich w okolicy Gniewoszowa. Wszystkie te obliczenia dokonywane były jednak bez udziału dziewczyny, która już dawno oddała swe serce młodemu i pięknemu, choć ubogiemu giermkowi swego ojca. Na nic się zdały namowy. Dziewczyna postanowiła dochować wierności wybranemu przez siebie. Ponieważ zaś ojciec zaczął ją zmuszać do poślubienia Panwicza, młodzi postanowili uciec.
 
Ucieczka była dobrze przygotowana. Zaopatrzono się we wszystko, co potrzebne było do drogi, aby konno przekroczyć Góry Orlickie i znaleźć schronienie w zamku przyjaciół, w rokitnickich włościach. Ale nie wiadomo, jakim sposobem, stary rycerz Glaubicz dowiedział się o wszystkim i urządził na uciekających zasadzkę przy wielkim głazie pod Poniatowem ( w głazie tym później wykuto wnękę i umieszczono kapliczkę).  Po niedługim oczekiwaniu oczom starego rycerza i jego ludzi ukazały się sylwetki dwojga konnych. Kochankowie zobaczywszy wyłaniające się zza głazu postacie, rzucili się do ucieczki. Ale niedaleko uszli pogoni. Dziewczyna przebita oszczepem zginęła z ręki własnego ojca, który nie oglądając się nawet, pognał za jej towarzyszem do pobliskiego lasku, a dognawszy go tam, u stóp młodego świerka strasznym cięciem miecza odrąbał mu głowę. Wiele lat upłynęło od tego czasu, ale niektórzy twierdzą, że co noc o północy w tymże lesie wśród drzew podnosi się dziwna jakaś mgławica, daje się słyszeć przeraźliwy gwizd i pojawia się rycerz na białym koniu, niosąc pod pachą swą odrąbaną głowę. Pędzi on przez las aż do owego świerka, a potem powoli wraca w głąb lasu i znika. Podobno, gdy kiedyś ktoś zetnie ów świerk i zrobi zeń kołyskę, to dziecko wychowane w tej kołysce będzie miało moc uwolnienia błądzącego ducha od ciążącego na nim przekleństwa, i odtąd zjawa przestanie się już pokazywać. Zamek na Szczerbie, wspomniany w dokumentach już w XIV wieku był w owym czasie naprawdę własnością rycerzy, których nazwisko dochowało się w formie Glaubitz. Niektórzy Glaubicze herbu Glaubicz (przedstawiającego rybę) nosili też nazwisko Rokossowski. Już w XV wieku w czasie wojen husyckich zamek został zniszczony. Podanie jest interesujące ze względów na słowiańskie brzmienie imion bohaterów. Jeżeli chodzi o postać jeźdźca bez głowy, to wiele wskazuje na to, że podobnie jak tzw. „przeklęty łowiec”, jest to postać zapożyczona na Śląsku z wierzeń niemieckich, podobnie jak wiele innych magicznych wyobrażeń konnych postaci. Koń w polskich wierzeniach ludowych występuje dość rzadko, choć w starodawnym kulcie słowiańskim znany był też na Pomorzu biały, wyroczny koń Swantewita.
 
Bibliografia: Podania Dolnośląskie – Krzysztof Kwaśniewski